Friday, Nov 24th

Last update06:53:14 AM GMT

You are here Felieton Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie

Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie

Email Drukuj PDF
Korsarz

Tomasz Teluk w felietonie "Zielona demokracja według UE" opisuje w jaki sposób Unia Europejska opłaca ekologów, żeby realizowali politykę unijną, narzucając krajom UE wyśrubowane normy oraz różne idiotyzmy w stylu "opłat klimatycznych" i "kwot nadmiernych emisji dwutlenku węgla". Unia po prostu opłaca organizacje ekologiczne, a nawet je zakłada, niczym osławiona carska ochrana, która tworzyła różne tajne organizacje rewolucyjne, żeby nadchodzącą rewolucję odpowiednio ukierunkować. UE przeznacza na ten proceder ogromne kwoty, pochodzące przecież z podatków, nazywając to "wsparciem inicjatyw obywatelskich" tudzież "czwartego sektora pozarządowego", chociaż w moich stronach takie postępowanie określało się jednym prostym słowem - łapówa.

W tym szaleństwie tkwi jednak metoda. Uprzemysłowiony Zachód narzuca ostre normy ekologiczne, które w przypadku krajów "starej" Unii mają sens, bo one mają już etap uprzemysłowienia i industrializacji za sobą, a środowisko tak zdewastowali, że dbałość o nie jest koniecznością wymuszaną przez wyborców głosujących na tzw. Zielonych czyli lewactwo. Wszak nic nie działa tak otrzeźwiająco na stare demokracje jak groźba lewactwa, nawet w ichnim wydaniu soft. Te same normy w naszych warunkach po prostu przeszkadzają w szybkiej modernizacji Polski lub nawet ją hamują. Ekolodzy zablokowali budowę drogi do Królewca w Dolinie Rospudy (nasz rząd prawdopodobnie będzie musiał wypłacić wysokie odszkodowania firmom, które zdążyły już wejść na plac budowy), a tymczasem Niemcy i Rosjanie podali sobie ręce ponad naszymi głowami budując Rurociąg Północny po dnie Bałtyku. Dlaczego wybrano tak długą i skomplikowaną drogę transportu gazu, tworząc przy okazji strategiczny sojusz gospodarczy rosyjsko-niemiecki? No bo przecież Polska jest nieobliczalna, niegodna zaufania, stawia warunki, a kiedyś może jeszcze przeszkodzić w swobodnym transporcie gazu. To są argumenty stworzone po to, żeby wyeliminować nas z gry. Skoro byle ekolog, który wlazł na drzewo, może zagrozić komunikacji między odwiecznymi przyjaciółmi Niemcami i Rosją, posiadającymi dobre tradycje stosunków wzajemnych (cztery rozbiory Polski to naprawdę spory bagaż doświadczeń), to czy państwo, które na to pozwala, jest państwem poważnym?

Tymczasem pod naszym nosem rośnie rzeczywiste, a nie wydumane, zagrożenie dla środowiska. W niemieckim Lubmin, gdzie będzie zlokalizowane zakończenie Gazociągu Północnego, oddalonym od granicy z Polską zaledwie o 40 km, mają powstać trzy elektrownie, dosłownie nad brzegiem Bałtyku - dwie gazowe i jedna węglowa. "To pewna katastrofa ekologiczna" - alarmują niemieccy naukowcy. Wzywają swoich polskich i skandynawskich kolegów o przyłączenie się do protestu, ponieważ obecność elektrowni spowoduje podniesienie się temperatury Bałtyku o kilka stopni, a to z kolei całkowicie zmieni ekosystem Bałtyku. Już w tej chwili, Bałtyk w porównaniu z innymi morzami, jest ubogi w faunę i florę morską. I co? I nic! Nie ma ekologów w proekologicznych krajach skandynawskich, nie ma ekologów w Polsce (może jeszcze nie zeszli z drzew w Dolnie Rospudy?), nie ma naukowców, tak chętnie dzielących włos na czworo w przypadku wydumanych zagrożeń.

Są dwa wytłumaczenia: albo ekolodzy stracili ikrę albo ktoś zadbał o to, żeby ją stracili. Artykuł znawcy unijnych zagadnień, Tomasza Teluka, uzmysławia nam, że chodzi o to drugie. Unia tworzy po prostu, nazywając rzecz po imieniu, agentury wpływu w poszczególnych krajach, płacąc ekologom ogromne pieniądze za realizację unijnej polityki ekologicznej. Taki ekolog jeden z drugim, spod znaku tęczy, może zablokować rozwój dużego kraju w Europie, miasta, regionu. W Polsce jak wiadomo, nie może być stoczni, hut i kopalni, transferu nowych technologii, elektrowni jądrowych, spalarni śmieci, bo Polska ma przecież być krajem półkolonialnym, peryferyjnym, niesamodzielnym, rynkiem zbytu dla bogatych krajów starej Europy, składowiskiem szrotów i odpadów wszelakich. Za to największy gwałt naturalnemu środowisku mogą zadawać tak bogate kraje jak Niemcy, Szwecja, Dania i Finlandia, dewastując na naszych oczach Bałtyk i zamieniając ten akwen w ściek niemiecko-rosyjski. Tak w praktyce wygląda unijna równość i jedność. No, ale w końcu stare polskie przysłowie uczy, że co wolno wojewodzie, to nie tobie - nomen omen - smrodzie.

Korsarz

Felieton specjalnie dla nas napisał Korsarz, znany rozbójnik i rabuśnik morski, posługujący się mottem: "Ponieważ mam tylko mały statek, nazywają mnie bandytą; ty, ponieważ masz wielką flotę, nazywają cię zdobywcą". (Św. Augustyn)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież