Friday, Nov 24th

Last update06:53:14 AM GMT

You are here Felieton Koszalin - władza przenosi pomnik Byliśmy-Jesteśmy-Będziemy

Koszalin - władza przenosi pomnik Byliśmy-Jesteśmy-Będziemy

Email Drukuj PDF
Pomnik

"Zdecydowaliśmy, że [pomnik] stanie w pobliżu amfiteatru, przy ul. Piastowskiej" - w ten sposób, za pośrednictwem "Głosu Koszalińskiego", wiceprezydent miasta o nazwisku Andrzej Kierzek powiadomił Koszalinian o zamiarze wyrzucenia z głównego placu miasta pomnika "Byliśmy-Jesteśmy-Będziemy", symbolu Polskości, jednego z głównych symboli miasta, upamiętniającego tysiące żołnierzy polskich poległych w walkach o Pomorze. Natychmiast też, nie czekając na reakcję mieszkańców, ratusz ogłosił przetarg na dokumentację uwzględniającą przeniesienie pomnika. Taki sposób postępowania świadczy o tym, że elity miasta, w ogóle nie liczą się z istnieniem w Koszalinie świadomego społeczeństwa i niezależnej opinii publicznej.

Ktoś gdzieś napisał, że ten pomnik to "relikt komunizmu", więc powinien zostać usunięty. Nie wiem dlaczego pomnik poświęcony polskim zmaganiom o Pomorze, miałby być reliktem komunizmu? Hasło "Byliśmy, jesteśmy, będziemy", zaczerpnięte z powieści Stefana Żeromskiego "Wiatr od morza" (tytułowe słowa powtórzył Jan Paweł II w Koszalinie), Piastowski orzeł na pomniku, trzy włócznie rycerskie wbite w ziemię - czy to są symbole komunizmu? Raczej nawiązują do Piastowskich dziejów Pomorza, dalekowzrocznej polityki realizowanej przez polskich władców: Chrobrego, Kazimierza Odnowiciela, Krzywoustego, Łokietka. A może zapanowała jakaś niechęć do tej epoki historycznej? Raczej nie, bo znajdujący się tuż obok, przed katedrą, głaz pamięci poświęcony niemieckiemu grafowi Hermanowi von Gleichen, biskupowi i władcy (lokował Koszalin i sprowadzał niemieckich osadników), dotyczy tego samego okresu historycznego, a nikt go do parku wyrzucać nie zamierza. Tak na marginesie, obok pomnika "reliktu komunizmu" stoi ratusz, zbudowany przez komunistów, a mimo to władze Koszalina nie zamierzają się stamtąd wyprowadzać, a nawet wykazują pewne przywiązanie do tego miejsca. Skąd więc ta niekonsekwencja?

WIĘCEJ O POMNIKU I WYDARZENIACH POD POMNIKIEM - na forum koszalin7.pl

W 1945 roku, żołnierze polscy, z których wielu wyrwanych zostało z sowieckich łagrów i obozów pracy, a ich rodziny jeszcze tam pozostawały, byli masakrowani na polach bitewnych Pomorza przez niemieckie działa i karabiny maszynowe. Wojsko Polskie toczyło największą kampanię od czasów Września 1939 roku, płacąc ogromną daninę krwi. Przełamanie Wału Pomorskiego, walki o Wałcz i Mirosławiec, ciężkie boje w okolicach Wierzchowa Złocienieckiego i Drawska, bitwa o Kołobrzeg, walki w rejonie Dziwnowa - to tylko niektóre epizody tej kampanii. W Podgajach SS-mani z 15 Dywizji Grenadierów SS, spalili żywcem w stodole związanych drutem kolczastym 32 polskich żołnierzy. Na cmentarzu wojennym w Wałczu spoczywa 4390 żołnierzy Wojska Polskiego poległych w walkach o Wał Pomorski, w niedalekim Drawsku Pomorskim 3449 żołnierzy, na cmentarzu w Kołobrzegu ponad 1400 żołnierzy, wielu nieznanych z nazwiska, bo żołnierzy tej armii nie wyposażono w "nieśmiertelniki", tabliczki umożliwiające identyfikację po śmierci. Właśnie z tych pól bitewnych - Wałcza, Podgajów, Mirosławca, Kołobrzegu - pochodzi ziemia umieszczona w urnach zamurowanych w małej krypcie pod pomnikiem "Byliśmy - Jesteśmy - Będziemy".

Najbardziej zaskakuje to, że w Koszalinie nie znalazł się dosłownie nikt, żadne środowisko, instytucja, żeby upomnieć się o to, co należy do naszego dziedzictwa historycznego. Strach przed naznaczeniem, przyklejeniem łatki "obrońców komunistycznych pomników", paraliżuje tak wielu, że przywołuje słynną myśl Norwidowską, że naród w nas wielki, ale społeczeństwo żadne. "Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł", jesteśmy "pierwszy na planecie naród, ostatnie na ziemi społeczeństwo", demonstrujemy patriotyzm z okazji Euro 2012, a nie jesteśmy w stanie obronić pamięci poległych Żołnierzy Polskich.

Warto przypomnieć, że pomnik powstał ze składek mieszkańców miasta, należy więc do nich, a nie do pana Andrzeja Kierzka, chwilowo pełniącego funkcję wiceprezydenta. Listy darczyńców drukował wówczas "Głos Koszaliński" - załoga sklepu "Chełmek" wpłaciła 100 zł, IIIb klasa Zasadniczej Szkoły Zawodowej o specjalności "ślusarz" - 20 zł, klasa IIb (tokarz) - 105 zł, obywatel Czupajło z Sianowa - 20 zł, PGR Mścice - 500 zł, Związek Emerytów i Rencistów - 200 zł, Szkoła Podstawowa Nr 8 - 444 zł i tak dalej.

Czy w imię ideologicznych racji, mamy przekreślić 45 lat powojennej państwowości polskiej na ziemiach należących zaledwie od 67 lat do Polski? Czy, w imię poprawności politycznej, mamy zapomnieć o Piastowskich rozdziałach dziejów Pomorza? Czy wzorem PRL-u, politycy zamierzają dzielić polskich żołnierzy na lepszych i gorszych, jeszcze po śmierci? Obiektywnie i - jestem o tym przekonany - wbrew intencjom pomysłodawców, przeniesienie pomnika, zmarginalizowanie jego roli, działa na niekorzyść polskiej racji stanu na Pomorzu Zachodnim.

Przy okazji wyszła jeszcze jedna sprawa, którą należy raz na zawsze wyjaśnić - legitymacji demokratycznej do podejmowania decyzji w imieniu społeczeństwa. Najsilniejszą ma prezydent miasta, który w wyborach otrzymał 15,7 tys. głosów (pierwsza tura), a więc 18 proc. głosów wszystkich wyborców z Koszalina (87 tys.). Oznacza to, że prezydent zgodnie z prawem i zasadą legalizmu, jest naszym prezydentem i ten wybór - niezależnie od poglądów - wszyscy musimy uszanować. Oznacza jednak również, że prezydent posiada niezbyt silną legitymację demokratyczną, bo 82 proc. wyborców na niego nie głosowało. To z kolei, rozsądnego polityka, powinno skłaniać do większej pokory i częstszego sięgania do mechanizmów demokracji bezpośredniej - pytania samych mieszkańców o sprawy miasta, zwłaszcza te, które mogą wywoływać kontrowersje. Ta metoda nie uchybia politykowi, przeciwnie, wzmacnia go i czyni bardziej wiarygodnym w oczach opinii publicznej.

Mandat prezydenta jest jednak i tak bardzo silny w porównaniu z mandatem radnych, z których niektórzy otrzymali w wyborach po 200 głosów. To trochę więcej, niż potrzebuje Jasio z podstawówki, żeby zostać gospodarzem klasy. Taka jest ordynacja wyborcza, która uprzywilejowuje kandydatów partyjnych i dyskryminuje bezpartyjnych, podobnie jak to było w czasach PRL-u. Przekonał się o tym Stefan Romecki, który jako bezpartyjny kandydat nie został radnym, chociaż otrzymał więcej głosów od 16 obecnych radnych partyjnych (!!!) zasiadających w 25-osobowej Radzie Miasta. Ta bolszewicka ordynacja - niewątpliwie relikt komunizmu - nie przeszkadza jednak elitom Koszalina tak jak pomnik, przeciwnie, korzystają z jej "dobrodziejstw" bardzo chętnie i bez żenady. Jeszcze gorzej jest pod tym względem z wiceprezydentami, którzy są po prostu mianowanymi urzędnikami nie pochodzącymi z wyboru, nie powinni więc podejmować arbitralnych decyzji, a już w żadnym razie wypowiadać się w imieniu społeczeństwa.

Jeśli więc wiceprezydent mówi "zdecydowaliśmy", to społeczeństwo powinno wiedzieć, kto zdecydował, w czyim imieniu i czy miał do tego prawo. Usunięcie sprzed ratusza pomnika - symbolu Polskości i polskich zmagań o Pomorze - jest sprawą na tyle poważną, że wypowiedzieć powinien się sam prezydent miasta, jako osoba posiadająca najsilniejszy mandat demokratyczny w Koszalinie. Również po to, żeby zatrzeć złe wrażenie - zlekceważenia opinii publicznej - jakie powstało po niefortunnej wypowiedzi urzędnika Andrzeja Kierzka.

Najlepszym jednak wyjściem byłoby zapytanie o zdanie samych Koszalinian, do których pomnik przecież należy. Ten pomnik jest częścią ich życia, które nie z ich winy przypadło na lata PRL-u, ograniczonej suwerenności i zależności od wschodniego mocarstwa, ale też niezłomnej wiary w wolną Polskę, potwierdzonej ofiarami stanu wojennego. Ten pomnik jest również częścią młodego życia polskich żołnierzy, przygnanych przez zawieruchę dziejową na Pomorze, pogrzebanego w pomorskim piasku.

ANDRZEJ HOZLER

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież